Etap I - z Lublina przez Budapeszt do Wenecji i Ostigli - Moje wyprawy na rowerze po Polsce, Europie i USA

Moje wyprawy na rowerze
i moje inne pasje
Przejdź do treści

Menu główne:

Etap I - z Lublina przez Budapeszt do Wenecji i Ostigli

EUROPA > EUROPA 2011


            


        Główny cel mojej wyprawy rowerowej w tym roku to przejechać Alpy historycznym rzymskim  szlakiem cesarskim Via Claudia Augusta z Ostygli do Donauwörth nad Dunajem. Cała wyprawa została zaplanowana tak aby osiągnąć również nie zrealizowany cel w roku 2010 (Wenecję). Można powiedzieć że jadę z „marszu” bez specjalnego przygotowania roweru, nie robiłem nawet dokładnego przeglądu po zimie. Jedynie dobrze opracowałem sobie drugi etap mojej wyprawy, przeprawę  przez Alpy.

7 Lipiec 2011- czwartek
Lublin   Rzeszów - Domaradz - Barwinek - Stropkov - Miňovce   

Z Lublina  wyjeżdżam rano 7 lipca pociągiem do Rzeszowa aby z tego miasta rozpocząć moją najdłuższą wyprawę. Jeszcze w Lublinie do tego pociągu wsiada również „sakwiarz” Zdzisław, również z Lublina, w Rzeszowie ma przesiadkę na Przemyśl, rusza na Ukrainę i ……? Rozstajemy się na peronie, On rusza do następnego pociągu a ja opuszczam szybko dworzec i jeszcze szybciej udaje mi się opuścić Rzeszów. Około 18:00 jestem już na granicy i opuszczam Polskę, dzisiaj będę biwakować już w Słowacji, a że ładnie mi się jedzie jak na pierwszy dzień, ładna pogoda to udaje mi się przejechać od godziny 10:30 do wieczora 141 km. Pierwszy biwak i na dziko w ustronnym miejscu nad rzeką Ondava w spokojnym miejscu tylko w pobliżu lata jakiś ciężki śmigłowiec wojskowy i trochę hałasuje ale po dniu wrażeń szybko zasypiam w nowym namiocie Andy II.


8 Lipiec 2011- piątek


Miňovce - Turany nad Ondavou - Nová Kelča - Žalobín - Kladzany - Sačurov - Hriadky - Trebišov - Vel'aty - Sátoraljaújhely - Sárospatak - Szegilong - Szegi - Bodrogkisfalud - Tokaj   
           Pobudka skoro świt po ładnie przespanej nocy, jak zwykle przed wyjazdem śniadanko i oczywiście kawka. Poranna mgiełka i rześki poranek zachęcają do szybszej jazdy, pogoda zapowiada się bardzo ładnie. Po paru godzinach wjeżdżam na teren płaski i szybko dojeżdżam do granicy z Węgrami i docieram do miejscowości Tokaj, usiłuję znaleźć jakiś kamping ale znajduję tylko miejsce  po kempingu. Wyjeżdżam na przedmieścia i rozbijam się na dziko w bardzo urokliwym miejscu, cisza, spokój. Trochę pogoda dała mi popalić, słoneczko trochę przygrzało i złapałem pierwszego kapcia. Dzisiaj przejechałem 148 km.  


9 Lipiec 2011- sobota
Tokaj - Taktabáj - Prügy - Tiszalúc - Kesznyéten - Tiszaújváros   
            Po ładnym poranku i ładnie zapowiadającym się dniu zaczyna przygrzewać słoneczko (około 32 o) a wkoło tylko pola kukurydzy i słoneczniki.  Od asfaltu grzeje jeszcze gorzej, łapię następnego kapcia i zaczyna puszczać któraś stara łatka, zaczyna się dopompowywanie koła i łatanie i tak dzisiaj walą się wszystkie moje plany a właściwie to ulatują w powietrze z dziurawych dętek. Kieruję się na  Tiszaújváros odnajduję kamping, muszę zrobić porządek z dętkami. Dzisiaj tylko 65 km. Na kampingu dużo Polaków, korzystam z okazji i podładowuję sobie baterie korzystając z uprzejmości rodaków.


10 Lipiec 2011- niedziela
Tiszaújváros - Sajószöged - Nagycsécs - Hejőkeresztúr - Emőd - Kerecsend - Gyöngyös - Hatvan - Aszód - Domonyvölgy  
            Dzisiaj niedziela, rano na spokojnie kawka i śniadanko, ruszam trochę później aby wstąpić do jakiegoś „marketu”  może uda mi się 
kupić nową dętkę na zapas bo wszystkie są już łatane. Niestety daremnie nadłożyłem drogi i czasu nie mają dętek do moich kół 28”. 
Od pomnika bitwy pod Muhi  (główna bitwa w 1241 roku pomiędzy Imperium Mongolskim a Krolestwa Węgier) muszę trochę po kluczyć bocznymi drogami aby wyjechać na Emőd i obrać kierunek na Budapeszt. Nie było tak źle, po wyjechaniu na główną trasę mogę już spokojnie oddać się przyjemności jazdy, nie muszę pilnować się z kierunkiem. Pod wieczór zaczyna siąpić mżawka, zatrzymuję się jakieś 10 m od drogi na polu, miejsce może być. Muszę się śpieszyć z postawieniem namiotu bo zaczyna bardziej padać, dzisiaj przejechałem 164 km, nocka przebiegła dziwnie szybko ?

11 Lipiec 2011 - poniedziałek
Domonyvölgy - Kerepestarcsa - Budapeszt (E7)- Érd - Sukoró - Székesfehérvár - Lepsény - Szabadifürdő  
             Wstaję dosyć wcześnie, po śniadaniu i kawce muszę podpompować koło w przyczepce (złośliwość rzeczy martwych) i ruszam w drogę. Budapeszt przejeżdżam bardzo szybko dzięki nawigacji gps, nie zatrzymuję się tylko mknę na   7   i  już znaną drogą jadę nad Balaton. Zatrzymuję się w Szabadifürdő na kempingu, po południu słoneczko ładnie grzało i nawet przyjemnie jechało się znaną już drogą. Dzisiaj przejechałem 152 km

12 Lipiec 2011 - wtorek
Szabadifürdő - Fonyód - Zalaapáti - Bak - Zalatárnok - Nova - Hernyék  
             Z kempingu ruszam ścieżką rowerową wzdłuż Balatonu i spokojnie mogę jechać aż do Balatonberény. Po opuszczeniu Balatonu skończyła się jazda po „plaskatym” i zaczęła się droga pokręcona. Na noc zatrzymuję się w lesie na ładnej polance, cisza i spokój, ostatnia noc na Węgrzech i jutro już będę w Słowenii. Jakoś nie idzie mi na Węgrzech, w tamtym roku pogoda a teraz dużo kapci. Przejechane 142 km.


13 Lipiec 2011- środa
Hernyék - Rédics - Dolga Vas - Hotiza - Sveti Tomaž - Dornava - Ptuj - Majšperk - Makole - Modraže  
           Dzisiaj wstaje dosyć wcześnie, dzień zapowiada się bardzo ładnie i pogoda również. Szybko śniadanko kawka i już przed siódmą namiot zwinięty, ja spakowany gotowy ruszać do Słowenii. Przed ósmą dojeżdżam do granicy i jestem już w Słowenii. Pierwsze większe miasteczko do którego docieram to Ljutomer, bardzo mi się spodobało, małe ale zadbane w ogóle to Słowenia mile mnie zaskoczyła po Słowacji i Węgrzech, jakoś tak zrobiło się przyjemniej. Parę fotek i ruszam dalej, wczesnym popołudniem docieram do Ptuj, trochę zwiedzam i robię fotki i można jechać dalej, wyjazd to mają super. Przed
Majšperk zaliczam ładną serpentynkę i czas zacząć rozglądać się za kawałkiem jakiejś łączki pod moje M2., i znajduję przed miejscowością Modraže, bardzo blisko drogi głównej ale w ładnym osłoniętym miejscu. Mogłem sobie jeszcze poleżeć na zielonej trawce (materacu) na świeżym powietrzu, do zachodu słoneczka. Dzisiaj była obiado-kolacja, piwko, tak to lubię! Dzisiaj 125 km


14 Lipiec 2011- czwartek
Modraže - Zgornje Poljčane - Ponikva - Celje - Žalec - Trojane - Blagovica - Domžale - Trzin - Ljubljana  
          Budzi mnie słoneczko, dzisiaj zapowiada się bardzo ładna pogoda, ruszam dosyć wcześnie aby wykorzystać  że słoneczko jeszcze nie grzeje tak mocno, trzeba wykorzystać rześki poranek tym bardziej że dzisiaj  zaczną się górki Słoweńskie. Nawet udało mi się dosyć „łatwo” i szybko pokonać trudny odcinek Penoje - Ponikva, teraz już lżej, tyle że upał zaczął dawać się we znaki.  Ale i na to znalazłem lekarstwo, w samo południe kąpiel w potoku górskim koło miejscowości Kapla i krótki odpoczynek w cieniu. Dalej to już przeplatanka z autostradą i piękne widoczki. Po drodze pęka mi linka od przedniej przerzutki, prowizoryczny węzeł pomaga mi dojechać do Ljubljany. Zatrzymuję się na kempingu i jeszcze wieczorem wymieniam linkę. Po górkach Słoweńskich tylko 122 km


15 Lipiec 2011- piątek
Ljubljana - Vrhnika - Logatec - Postojna - Sežana - Divača - Basovizza - Trieste - Sistiana - Monfalcone - San Giorgio di Nogaro  
           Wcześnie wstaję, zwijam się dosyć szybko i jadę jeszcze trochę zwiedzić Ljubljanę, rano jest mały ruch, nie widać turystów, mogę swobodnie poruszać się rowerem z przyczepką po mieście. Po 9:00 wyjeżdżam z Ljubljany, jest gorąco i coś wisi w powietrzu. Po jedenastej dopada mnie porządna ulewa ale w pobliżu była akurat stacja paliwowa, miałem się gdzie schować na pól godziny. Granicę przekraczam w Sežanie i jestem we Włoszech. Do Triestu nie wjeżdżam bo na horyzoncie następna burza, nie udaje mi się zjechać na SS14 nad Adriatyk, uciekam przed burzą SP1 ale tylko lekki deszczyk mnie dopadł. Po drodze podziwiam piękne widoki z wysokiego nabrzeża (ponad 200 m n.p.m.) na Adriatyk, na port jachtowy w Sistianie. Mijam Monfalcone i koło San Giorgio di Nogaro zatrzymuję się na dziko w ustronnym miejscu. Dzisiaj 158 km


16 Lipiec 2011- sobota
San Giorgio di Nogaro - Portogruaro - San Donà di Piave - Wenecja - Padova - Ponte Fabrica  
            Dzisiaj wcześnie pobudka, trzeba zjeść porządne śniadanko i wypić porządną kawkę bo dzisiaj dzień będzie długi, w planie Wenecja. Pogoda bardzo ładna, po drodze mijam ładne miasto San Donà di Piave i koło 14 docieram do Wenecji. Jadę rowerem aż do mostu Costituzione i zostawiam rower oparty o muru hotelu Santa Chiara i tylko z aparatem ruszam na zwiedzanie Wenecji. Słyszałem że strasznie śmierdzi z kanałów ale ja chyba trafiłem na dobrą pogodę bo nic nie czułem. Tylko tłumy turystów ciągnący za sobą walizki (Azjaci) i wszędzie pełno „handlarzy”. Może i przez te tłumy Wenecja mnie nie zachwyciła, ale ma swój urok. Po 16 czas ruszać dalej, dosyć łatwo (z nawigacją) udaje mi się wyjechać z rejonu Wenecji i jadę przez Oriago i Mira Taglio, po drodze mijam mnóstwo pięknych prywatnych posiadłości (willi). Do Padwy docieram już około 19:00 i mam poważną awarię, pęka dyszel przyczepki, puszczają spawy z ubiegłego roku. Nie zastanawiając się długo robię prowizoryczną naprawę, większość dobytku ładuję na rower, dobrze że mam bagażnik „Tubus” i już po ciemku opuszczam Padwę i jadąc nad kanałem docieram do miejscowości Ponte Fabrica gdzie zatrzymuję się na noc. Jest już tak późno że jem szybką kolację i idę spać pod chmurką, dzisiaj nie stawiam namiotu, całe szczęście że nie padało, było trochę zimno, bywało gorzej. Ale udało się przejechać 156 km.



Trasa rowerowa 1401869 - powered by Bikemap 

    
Przewiń w górę
 
Copyright 2015. All rights reserved.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego