Wyprawy rowerowe w latach 1998-2006 - Moje wyprawy na rowerze po Polsce, Europie i USA

Moje wyprawy na rowerze
i moje inne pasje
Przejdź do treści

Menu główne:

Wyprawy rowerowe w latach 1998-2006

WYPRAWY PL

1998 - W dwa tygodnie z Lublina do Zielonej Góry i z powrotem !


Lublin - Puławy - Radom - Opoczno - Piotrków Trybunalski - Sieradz - Odolanów - Leszno - Zielona Góra - Sulechów - Sycowice - Świebodzin - Krosno Odrzańskie- ZG - Książ - Kalisz - Piotrków Trybunalski -  Skarżysko-Kamienna - Solec nad Wisłą - Lublin - około 1400 km

               Ta wyprawa "zrodziła" się w mojej głowie po wyjściu ze szpitala po poważnym wypadku rowerowym, tak walnąłem plecami o asfalt że "zapadły" mi się płuca. Namówiłem syna na tą wyprawę, ja w ramach rehabilitacji i chciałem odwiedzić "stare kąty" a On miał iść za trzy tygodnie do wojska "w kamasze", mieliśmy tylko nie całe trzy tygodnie na pokonanie tej trasy. Wyprawa udała się super, odwiedziliśmy dawno nie widzianą rodzinkę w Zielonej Górze i Sycowicach, odwiedziłem zaprzyjaźniony dom dziecka w Świebodzinie, moja firma wysyła paczki z modelami dla dzieciaków. Zleciało szybko, mój pomysł z "moją" rehabilitacją sprawdził się, ja wróciłem zdrowy a syn zdążył "w kamasze".    


_______________________

1999 - z Lublina na Mazury z Wiesią !


Lublin - Kock - Łuków - Siedlce - Sokołów Podlaski - Łomża - Ruciane Nida - Spychowo - Ostrołęka - Ostrów Mazowiecka - Brok - Węgrów - Siedlce - Łuków - Firlej - Kozłówka -  Lublin - około 800 km.


            Ja już mam za sobą pierwszą dłuższą wyprawę, w ubiegłym roku z synem pokonałem trasę z Lublina do Zielonej Góry i z powrotem. W tym roku w planach wyjazd na Mazury z Wiesią, moją "lepszą połową". I tak zaczęły się moje wyprawy z Wiesią, postanowiliśmy pojechać z Lublina na Mazury i z powrotem. Dla Wiesi to pierwsza taka wyprawa w życiu, do tej pory rowerek służył jej tylko do wyjazdów "za miasto". A ten rowerek to "składak" chyba był to "Jubilat", ale zrobiłem jej przerzutkę z tyłu i z przodu, śmigała pod górki aż miło, tylko przy zjazdach były za małe koła i "brakowało" jej trybów. Wyprawa się udała, wszystko było super, nawet pogoda nam dopisała. W drodze powrotnej mieliśmy w planach kamping w miejscowości Brok ale okazało się że już nie istnieje, trzeba było szukać miejsca na rozbicie namiotu, spotkaliśmy miłe  małżeństwo z Warszawy które miało działkę nad Bugiem, zaprosili nas do siebie i ugościli. Dobrze że wyjechaliśmy skoro świt bo jak się okazało następny postój dzisiaj mieliśmy dopiero w Firleju, musieliśmy pokonać prawie 180 km, Wiesia na swoim "składaczku". Następnego dnia po drodze wstępujemy do Kozłówki bo z Lublina to ciężko się wybrać i na obiad jesteśmy już w domu.



_______________________

2000 - Druga wyprawa z Wiesią na Mazury !

Lublin - Kock - Radzyń Podlaski - Międzyrzec Podlaski - Siemiatycze - Hajnówka - Rybaki - Sokółka - Augustów - Ełk - Mikołajki - Kętrzyn - Święta Lipka - Mrągowo - Ostrołęka - Małkinia Górna - Treblinka - Siedlce - Lublin

             To nasz druga wspólna wyprawa na Mazury ale inną trasą, teraz w planach Augustów, Mikołajki i zobaczymy co dalej, mamy na wojaże nie całe trzy tygodnie. Tym razem na początku pogoda nie dopisała, drugiego dnia mocno pada i jest zimno, daleko nie zajechaliśmy, kamping nad Bugiem w miejscowości Kózki. Czwartego dnia po wyjeździ z "kampingu" nad jeziorem Siemianowskim tuż przed Białymstokiem pęka mi ramię korby pedału ale udaje się nam złapać szybko okazję do Białegostoku, życzliwy kierowca (Żuczkiem). Po naprawie w serwisie (kupno nowego układu korbowego) docieramy jeszcze bardzo późnym popołudniem do Augustowa, zatrzymujemy się na trzy dni aby zwiedzić okolice. Drugiego dnia w  Augustowie nocna awantura z miejscowymi chuliganami, trzeba było pomóc ojcu z córką którzy też byli na wyprawie rowerowej, wcześnie rano wyjeżdżamy dzień wcześniej z Augustowa do Mikołajek.

W Mikołajkach zatrzymujemy się na dwa dni, potem wypad do Kętrzyna, Święta Lipka i zatrzymujemy się Mrągowie. Z Mrągowa ruszamy już w drogę powrotną do domu. Zajeżdżamy do Treblinki i zwiedzamy obóz zagłady nawet nie przypuszczając że wrócimy tu w 2009 roku w innym celu, aby zbudować makietę obozu zagłady w Treblince.


_______________________

2001 - z Lublina do Malborka na "randkę" z Wiesią.


Lublin - Puławy - Kozienice - Grójec - Gąbin - Włocławek - Bydgoszcz - Grudziąc - Kwidzyń - Malbork - Krynica Morska - Kąty Rybackie - Gdańsk - Karwia - Hel - Gdynia

       W tym roku jadę na "randkę" z Wiesią, umówiliśmy się w Malborku, będę czekać na dworcu. Ja wyjeżdżam tydzień wcześniej, i zaczynam pechowo, zaraz po wyjechaniu z domu zaczyna padać a czasami to nawet leje, przestało dopiero padać przed Kazimierzem i do Puław zdążyłem wyschnąć.
Długo nie trzeba było czekać, następny pech 7 km przed Kozienicami, pękło mi ramie korby tym razem prawe (przy trybie) i znowu będzie do wymiany cały korbowód tak jak w ubiegłym roku (tanie mięso psy jedzą). Spotykam po drodze chłopaczka, może 12 lat ale bardzo uczynny, jedzie rowerem do babci w Kozienicach, pilotuje mnie najpierw do sklepu rowerowego a potem na kamping gdzie się zatrzymuję i naprawiam rower. Dalej moja wyprawa przebiegła już bez niespodzianek, po "drodze" specjalnie  zajeżdżam do Bydgoszczy do  Pomorskiego Muzeum Wojskowego, tu mają w bardzo dobrym stanie armatę ppanc. Bofors 37 mm a ja będę budować model od podstaw dla mojej firmy.
Na randkę dojeżdżam na czas, idziemy odebrać Wiesi rower przyjechał dzień wcześniej PKP, to były dobre czasy, można było rower nadać na PKP. Teraz już wspólnie jedziemy do Krynicy Morskiej, odwiedzamy Rezerwat Ornitologiczny "Kąty Rybackie" gdzie jest dużo kormoranów. Jedziemy dalej bo tu straszne tłumy, cel to Karwia. Dojeżdżamy do Gdańska i tu znowu psuje się pogoda i zaczyna padać, w Gdyni to już leje za Redą na podjeździe to już leje jak z cebra. Na dziś mamy dosyć, zatrzymujemy się w Połchowie w "agroturystyce", trudno w Karwi będziemy jutro. W Karwi spotykamy Wiesi koleżankę z pracy wraz z rodzinką, spędzimy w Karwi parę dni, najlepsza plaża w tej części wybrzeża. Pojeździliśmy trochę po szlakach turystycznych w okolicy, ja w między czasie robię wypad na Hel i niestety czas wracać, jedziemy rowerami do Gdyni i do Lublina już PKP, tym razem razem.




_____________________________

2004 - jadę na "randkę" z Wiesią w Jastrzębiej Górze !


Lublin - Kock - Łuków - Siedlce - Węgrów - Pułtusk - Ciechanów - Ostróda - Pasłek - Frombork - Tolkmicko - Elbląg - Nowy Dwór Gdański - Gdańsk - Rumia - Jastrzebia Góra - Hel

              Tyma razem na "randkę" umówiłem się z Wiesią w Jastrzębiej Górze, w tym roku niestety będzie bez roweru a ja mam na pokonanie tej trasy tydzień, jesteśmy ograniczeni czasowo Wiesi urlopem.
Ale udało mi się być tam gdzie zaplanowałem a między innymi; Pułtusk, Ciechanów, Frombork i szczególnie Gdańsk. I jak często ostatnio mi się trafia, do Elbląga wjechałem podczas burzy, ulice były zalane, ja przemoczony, musiałem wziąć pokój na kempingu bo o stawianiu namiotu można było pomarzyć. W Gdańsku trafiłem na ładną pogodę ale dojeżdżając do Jastrzębiej Góry znowu lało, temperatura spadła do 7 °C, w lipcu (miałem termometr). Ale ogólnie randka się udała, nawet mieliśmy ładne dni (słoneczko), wracaliśmy już razem pociągiem z Helu bezpośrednio do Lublina, bez przesiadek.



_______________________

2006 - Wyprawa przerwana kontuzją !


Lublin - Lubartów - Kock - Międzyrzec Podlaski - Topotów - Chłopków - Sarnaki - Siemiatycze - Kleszczele - Dubicze Cerkiewne - Hajnówka - Siemiatycze - Radzyń Podlaski - Lublin


       "Kto drogi prostuje ten w domu nie nocuje", miał to być szybki wypad do Wilna, ścianą wschodnią. Niestety już pierwszego dnia mam pecha, chcąc trochę odpocząć od ciężkich wywrotek kursujących między Siemiatyczami a Międzyrzeczem Podlaskim i trochę może skrócić drogę zjeżdżam z głównej drogi na boczne, niestety kiepski asfalt, szutrówki i polne i na jednej polnej drodze zarzuciło mnie mocno w piachu, aby uniknąć wywrotki podparłem się mocno nogą, poczułem tylko ostry ból w kolanie i .........
Dalsza jazda tego dnia to była męczarnia, nawet nie pomógł elastyczny bandaż, minąłem jeszcze Siemiatycze i po przejechaniu jaszcze około 15 km skończyłem jazdę w tym dniu, rozbiłem namiot na dziko. Niestety następnego dnia z każdym przejechanym kilometrem jest gorzej, po przejechaniu ponad 30 km zatrzymuję się w miejscowości Dubicze Cerkiewne, okazuje się że kilometr od drogi jest zalew i pole namiotowe. Podejmuję decyzję o rezygnacji z wyprawy i zatrzymuję się nad zalewem, muszę się podkurować abym mógł wrócić do Lublina. Jak się okazało była to słuszna decyzja, spokojne miejsce, bezpieczne, miałem ładną pogodę, mogłem pozwiedzać okolice. Jeździłem nie obciążonym rowerem (bez bagażu) ale nie więcej niż 30 -40 km dziennie, "spacerowo". W Dubiczach Cerkiewnych spędziłem 5 dni, nogę wykurowałem całkowicie i mogłem wrócić do Lublina w jeden dzień, główną trasą, nawet upał nie mógł mi teraz przeszkodzić. Tą moją wyprawę można również nazwać z Lublina do Hajnó
wki i z powrotem.


strzałka gora


_____________________________


 
Copyright 2015. All rights reserved.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego